SŁOWO BOŻE,
wtorek, 12 maja 2020 r.

        Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał” (J 14,27-31a)

     Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam (J 14,27). Miło coś takiego słyszeć. Tym bardziej, że przyzwyczajeni jesteśmy do obdarowywania się nawzajem z różnych okazji: z racji urodzin, imienin, jubileuszu; także z okazji wydarzeń z natury chrześcijańskich takich, jak: Chrzest, Pierwsza Komunia, święcenia kapłańskie, zawarcie sakramentu małżeństwa. Przyzwyczaili nas kiedyś inni do dawania prezentów nam. Dziś my przyzwyczajamy do tego samego kolejne pokolenie. Bo przecież prezent sam w sobie to nic złego. Wprost przeciwnie, to wyraz pamięci i życzliwości. Czasami, poprzez jakość i wartość prezentu, chcemy wyrazić intensywność naszego przywiązania do danej osoby przez nas obdarowywanej i naszej doń relacji. Wiemy doskonale, że każdy „utrafiony” prezent sprawia nieukrywaną przyjemność; sprawia, że na twarzy przyjmującego go pojawia się uśmiech, a nawet błysk w oczach. To już nawet nie chodzi o to, że bez prezentu trudno by nam było wyobrazić sobie udział w jakimś ważnym momencie życia kogoś z naszych bliskich albo że bez prezentu w ręku byłoby po prostu niezręcznie i głupio, ale idzie o to, że prezenty rzeczywiście sprawiają prawdziwą radość, umilają życie, upamiętniają ważne terminy, zbliżają nas do siebie nawzajem, wzmacniają relacje pokrewieństwa, koleżeństwa, przyjaźni, miłości. 

     Od czasu do czasu chrześcijanie dwudziestego pierwszego wieku mogą usłyszeć od innych, a zwłaszcza od niewierzących: „I co wy tak naprawdę macie z tego, że wierzycie?”; „Co wam z waszego chodzenia do kościoła?”; „Co wam przynoszą godziny spędzane na modlitwie?”; „Co wam daje ta wiara w Boga?”; „Co właściwie takiego daje wam wasz Bóg?”. No właśnie: Co mi daje? Im dłużej jest się chrześcijaninem, tym coraz bardziej i lepiej rozumie się, że pierwszym darem, z jakim Bóg przychodzi do człowieka, jest nie jakaś rzecz albo też jakiś elegancko zapakowany prezent, zaspokajający wszelkie ludzkie oczekiwania, ale że pierwszym darem, z jakim Bóg do nas przychodzi, jest On sam, Jego rzeczywista i realna obecność, i doświadczenie Jego bliskości. Nie oznacza to, że owa obecność pozostanie jedynym darem Boga dla człowieka, bo spotkanie Boga z człowiekiem dokonuje się ze względu na chęć dalszego obdarowywania człowieka ze strony Boga, ostatecznie jednak wszystko to, co Bóg w przyszłości przekaże człowiekowi w darze, w prezencie, w ofierze, w łasce, będzie niczym innym, jak kontynuacją i konsekwencją Jego owego pierwszego daru, jakim jest obecność Tego, którego imię: Jestem, który jestem (por. Wj 3,14).

     Warto zauważyć fakt, że kiedy po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus przychodzi do apostołów zamkniętych z obawy przed Żydami w Wieczerniku (J 20,19), nie przynosi im żadnego materialnego prezentu (sic!). Jego ręce – ze śladami w miejscach, gdzie przebite były gwoźdźmi na krzyżu – są puste. Warto zwrócić uwagę, że kiedy Zmartwychwstały przychodzi do nich innym razem, to nie dość, że nie przynosi im nic z materialnych rzeczy potrzebnych do normalnej ludzkiej egzystencji, to sam jakby ich prosi pytając: Macie tu coś do jedzenia? (Łk 24,41). Ale kolejny paradoks polega na tym, że to właśnie przychodzący Jezus jest tym Pierwszym Obdarowującym, który – nie mając pozornie nic – daje wraz ze swą obecnością apostołom, uczniom i niewiastom radość, odwagę, wiarę w sens przeżytych niedawno paschalnych wydarzeń, poczucie bezpieczeństwa, wiarę w sens ich dalszego życia oraz zapewnienie, że wciąż są dla Niego bardzo ważni i że On nadal chce z nimi być. Jezus daje im ponadto pewność, że śmierć niczego nie musi kończyć i sam jest dla nich tego najlepszym dowodem. Jezus Chrystus Zmartwychwstały daje im przede wszystkim siebie, a z sobą daje im wszystko, czego potrzebują. Jezus czyni to samo także dzisiaj w Kościele, w sakramentach, dając nam przede wszystkim siebie samego, a z sobą wszystko, czego potrzebujemy a czego nie znajdziemy nigdzie indziej, poza Kościołem, i czego nie otrzymamy od nikogo innego. On zostawia nam pokój. On pokój nam daje. Ale On daje nie tak, jak daje świat (por. J 14,27). On daje Jego pokój i daje ten pokój na własnych, bożych zasadach.

     „Nie dajmy się oszukać. Nie dajmy się ogłupić. Są na tym świecie rzeczy, są na tym świecie rzeczy, których nie można kupić” (Stanisław Sojka). Pokój Chrystusa należy właśnie do takich rzeczy. Jezusowego pokoju nie kupimy nigdzie. Albo się go otrzymuje od Jezusa Zmartwychwstałego i posiada się go jako dar od samego Chrystusa, albo się go nie ma wcale.

     Panie, obdarz nas pokojem.

(c)2018, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin strony: 185787
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem