SŁOWO BOŻE, PIĄTEK, 27 marca 2020 r.

      Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim! Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza jako szczęśliwy i chełpi się Bogiem jak ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo, jak mówił, będzie ocalony”. Tak pomyśleli i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych (Mdr 2,1a.12-22)

Ewangelia:

     Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest”. A Jezus ucząc w świątyni zawołał tymi słowami: „I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”. Zamierzali więc Go pojmać, jednak nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła (J 7,1-2.10.25-30) 

Jezus obchodził Galileę (J 7,1). Szedł nadal przez ziemię dobrze czyniąc (por. Dz 10,38) mimo, że niedaleko, a może nawet tuż obok niego, znajdowali się ci, którym Jego obecność była nie na rękę; którzy mówili do siebie (może na głos, a może po cichu, pod nosem): zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo jest nam niewygodny, sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa i wypomina nam błędy naszych obyczajów (por. Mdr 2,12).

A Jezus obchodził Galileę (J 7,1). Szedł przez ziemię dotykając ludzkich spraw i ludzkich serc, mimo tego, że wiedział, iż za „wtrącanie się” w ludzkie sprawy groziło Mu nie tylko dotknięcie obelgą i katuszą, ale także zasądzenie Go na śmierć haniebną (por. Mdr 2,19-20).

Jezus obchodził Galileę (J 7,1). W jedne miejsca przybywał jawnie, a w inne nie jawnie, incognito, skrycie (J 7,10). Ale kiedy się zjawiał, przemawiał jawnie (J 7,26) i z mocą (por. Mk 1,27). I musiała być w tych słowach Jezusa niesamowita siła, skoro ucząc w świątyni Jezus zawołał (J 7,28). Musiała być niesamowita moc w tych słowach, skoro po wyjściu Jezusa ze świątyni nikt nie podniósł na Niego ręki, chociaż zamierzali Go pojmać (J 7,30).

Jezus obchodził Galileę (J 7,1). I w czasie ziemskiego pielgrzymowania Jezusa wszystko odbywało się we właściwym momencie. Oswoiliśmy się już z prawdą, że uroczyście przeżywane w liturgii dwa dni temu Zwiastowanie Pańskie Najświętszej Maryi Pannie i narodzenie Jezusa Chrystusa w Betlejem miało miejsce wtedy, gdy nastała pełnia czasu (Ga 4,4-5). Może jednak warto pamiętać, że śmierć Pana Jezusa też miała miejsce w tej godzinie, która miała nadejść; w stosownej godzinie; w najlepszej godzinie na umieranie; gdy się wypełniły dni; gdy się wypełniły proroctwa; gdy nastała kolejna pełnia czasu.

Jezus obchodził Galileę (J 7,1). Przemierzał ziemię w „czasowymiarze” zupełnie innym niż nasz. Owszem, Jezus Chrystus wpisał się w chronologię naszych wydarzeń, jednak Jego czas to nie był zwykły czas chronologiczny – „chronos” – bo Jego czas był zawsze czasem „kairos” – czasem właściwym, stosownym, odpowiednim, najlepszym, idealnym. Jezus oczywiście liczył się z nadejściem tej Jego godziny (por J. 7,30), która wybije podczas Jego męki i śmierci, z myślą o zmartwychwstaniu, co w niczym nie zmienia faktu, że Jego całe oczekiwanie było zanurzone w czasie, który w każdej godzinie, minucie, a nawet sekundzie był czasem właściwym i dobrym ze względu na to, że był to czas przeżywany jako czas wypełniania misji otrzymanej od swego Ojca.

To jest niezwykle cenna wskazówka ewangeliczna także dla nas. Jeżeli naprawdę nie chcemy zmarnować nic z naszej doczesnej czasowości i jeżeli chcemy właściwie wykorzystać każdą chwilę naszego życia, to trzeba nam je odczytywać jako właściwy moment dany nam przez Boga dziś, tu i teraz. W kontekście dzisiejszego Słowa Bożego rozumiemy słowa papieża Franciszka sprzed kilku dni, gdy w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Repubblica”, w odniesieniu do panoszącej się epidemii koronawirusa prosi: „Non sprecate questi quiorni difficili”, czyli: „Nie zmarnujcie tych trudnych dni”.

„Nie roztrwońmy tych trudnych dni” (Franciszek).

Te trudne dni są bowiem także czasem właściwym.


(c)2018, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin strony: 185900
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem