SŁOWO BOŻE,
niedziela, 24 maja 2020 r.

       Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,16-20)

     Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił (Mt 28,16). W Ewangelii Jezusa Chrystusa według św. Mateusza wszystko, co związane było z publiczną działalnością Pana Jezusa, zaczęło się na górze i na górze się skończyło. Opuściwszy Nazaret Jezus usunął się do Galilei (Mt 4,12), osiadł w Kafarnaum nad jeziorem (Mt 4,13) i stamtąd począł nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie (Mt 4,17). Właśnie tam – w pobliżu Jeziora Galilejskiego – powołał pierwszych czterech uczniów (por. Mt 4,18-22), z którymi obchodził całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach (Mt 4,23), a ponieważ szły za Nim liczne tłumy z Galilei, Dekapolu, Jerozolimy, Judei i Zajordania (Mt 4,25), Jezus widząc te tłumy, wyszedł na górę (Mt 5,1) swego pierwszego wielkiego kazania i ośmiu błogosławieństw. Tak więc od Góry Jezusowych Błogosławieństw prowadzi nas ewangelista przez Górę Jezusowego Przemienienia (Tabor) i Wzgórze Jezusowej Męki (Golgotę) aż do Góry Jezusowego Wniebowstąpienia.

     Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili (Mt 28,16-17). Jak to możliwe? Jedni wierzą aż po oddanie Jezusowi pokłonu jako Bogu i Panu, a tymczasem inni – a może nawet i niektórzy z tych oddających pokłon – mają jeszcze wciąż jakieś wątpliwości. Czym tych ostatnich będzie mógł przekonać obecny pośród nich Jezus? Tym, co zawsze – słowem i czynem. Mocą słowa i siłą gestu. Najpierw więc zbliży się do nich i przemówi tymi słowami: Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18), a następnie uniesie się w ich obecności w górę tak, że obłok zabierze Go im sprzed oczu (por. Dz 1,9), na potwierdzenie swych wcześniejszych słów: Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca (J 16,28).

     Żyjemy na ziemi, ale nasza ojczyzna jest w niebie (Flp 3,20). Warto nam o tym nieustannie pamiętać. Oczywiście nie chodzi o to, aby ciągle „chodzić z głową w chmurach” czy „myśleć o niebieskich migdałach”, ale żyć „tu i teraz” w perspektywie niebiańskiej wieczności. Od kogo możemy się uczyć takiego właśnie przeżywania naszej doczesnej ziemskości ze stałym odniesieniem do naszej wiecznej niebieskości, jak nie od samego Jezusa Chrystusa…

     Widzę Jezusa oczami wiary w ewangelicznym miejscu pustynnym, gdzie chciał być sam, osobno (Mt 14,13), być może znowu na modlitwie do Ojca. Ale tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim (Mt 14,13). Widzę Jego litość nad ludźmi, przejawiającą się w miłosiernych gestach uzdrawiających osoby chore (Mt 14,14). Zresztą nie po raz pierwszy widząc tłumy ludzi, lituje się On nad nimi, bo są znękani i porzuceni jak owce nie mające pasterza (por. Mt 9,36) i chociaż miejsce jest pustynne i pora już spóźniona (Mt 14,15), choć sklepy już pozamykane, wszystkie ziemskie sposoby zdobycia pożywienia niedostępne, to On bierze do swoich rąk te pięć chlebów i dwie ryby (Mt 14,19), rozmnaża i karmi wszystkich do sytości (Mt 14,20). Zanim jednak nakarmił pięć tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci (Mt 14,21), spojrzał w niebo (Mt 14,19) i z oczami wzniesionymi ku niebu odmówił błogosławieństwo (Mt 14,19). Żyć na ziemi. Tak, ale żyć na ziemi patrząc jak najczęściej w niebo. Stąpać twardo po ziemi, jak Jezus, a jednocześnie być wpatrzonym w niebo, jak Jezus.

     Oczami wiary widzę Jezusa w ewangelicznym spotkaniu z człowiekiem głuchoniemym, którego przyprowadzono do Niego prosząc Go, by położył na niego rękę (Mk 7,32). Jezus nie mówi im: „nie”. Wydaje się, że w ogóle nic nie mówi. On bierze głuchoniemego na bok, osobno od tłumu, wkłada swe palce w Jego uszy i śliną dotyka mu języka (Mk 7,33). Głuchoniemy dosłownie już za chwilę będzie mógł prawidłowo mówić (Mk 7,34). Zanim jednak głuchoniemy będzie słyszał i mówił; zanim dokona się spektakularny cud, Jezus spojrzy w niebo i spojrzawszy w niebo westchnie: „Effatha” – Otwórz się! (Mk 7,34). Żyć na ziemi. Tak, ale żyć na ziemi patrząc jak najczęściej w niebo. Stąpać twardo po ziemi, jak Jezus, a jednocześnie być wpatrzonym w niebo, jak Jezus.

     Żyjemy na ziemi, ale nasza ojczyzna jest w niebie (Flp 3,20). Warto więc iść ku naszej ojczyźnie w niebie po śladach Jezusa Chrystusa i całkowicie Mu zaufać, bo to On jest Chlebem żywym, który z nieba zstąpił i życie daje światu (J 6,51); bo to On po chrzcie w Jordanie ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie (Mt 1,10), a także usłyszał głos z nieba: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie (Mt 1,11); bo to On swoim wniebowstąpieniem pokazuje nam kierunek, w jakim mamy podążać. Dzięki Jezusowi Chrystusowi, który rozstając się ze swoimi uczniami został uniesiony do nieba (por. Łk 24,51) niebo, które po grzechu pierworodnym oraz każdym następnym zostało dla człowieka zamknięte, znów się dla ludzi otworzyło.

     Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga (Mk 16,19) i chociaż nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – czyli Syna Człowieczego (J 3,13), to dzięki owocom męki, śmierci i zmartwychwstania Syna Człowieczego może się tam ostatecznie znaleźć każdy z nas, stosownie do Jego słów: A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12,32). Zbawiciel nasz i Bóg pragnie, byśmy wszyscy byli zbawieni (por. 1 Tm 2,4) i dla spełnienia tego pragnienia uczynił już ze swej strony dla nas tak wiele. I chwała Mu za to, gdyż Jego łaska jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Dzięki Bogu niebo jest dla nas otwarte. Dzięki Trójcy Świętej łaska boża została nam już dana. Teraz czas na nas! Tym bardziej, że choć wszystko jest zależne od Boga, to jednak bardzo wiele zależy także od nas. Przecież po to właśnie żyjemy te nasze krótkie kilkadziesiąt lat na ziemi, żeby przeżywać z Panem Bogiem całą wieczność w niebie.

     Człowiek zadowolony – to jest ktoś.
     Człowiek szczęśliwy – to ktoś więcej, niż zadowolony.
     Człowiek wniebowzięty – to sam szczyt chrześcijańskich ambicji.


(c)2018, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin strony: 185946
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem