SŁOWO BOŻE,
sobota, 16 maja 2020 r.

       Jezus powiedział do swoich uczniów: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go prosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,12-17).

     Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół (J 15,13). Kiedy czyta się Ewangelię, można ulec wrażeniu, że Jezus po prostu nie miał wyjścia: musiał umrzeć, bo został skazany; nie mógł zbiec z miejsca uwięzienia, ani tym bardziej uciec z Drogi Krzyżowej. A tymczasem Chrystus umarł za nas dobrowolnie: Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać (J 10,17-18).

     Jezus umarł, gdyż umiłował nas prawdziwie, szczerze, maksymalnie, a zdanie: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół (J 15,13) oznacza, że miłość Chrystusa jest miłością największą – miłością z najwyższej półki. Nie jest to z całą pewnością miłość narcystyczna, skupiona na samym sobie, bo Jezus nie umiera dla siebie. I nie jest to też tylko i wyłącznie miłość rozumiana jako wielka siła, która skłania kochającego do zjednoczenia się z ukochaną osobą. Miłość Jezusa do nas jest o wiele większa od międzyludzkiej miłości braterskiej („filia”). Miłość Jezusa do człowieka to miłość z najwyższej półki („agape”), w której On, Jezus, dzieli się samym sobą. Eucharystia sprawowana w naszych kościołach o tej maksymalnej miłości Boga przypomina i dzień po dniu ją na naszych oczach uobecnia.

     W opisie męki i śmierci Jezusa jest mowa o tym, że Jezusowi wiszącemu na krzyżu – w przeciwieństwie do pozostałych ukrzyżowanych – nie łamano kości. Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że Jezus już nie żył. Po drugie dlatego, ażeby się wypełniło Pismo mówiące, że kość Jego nie będzie złamana (J 19,36; Wj 12,46). Ale również dlatego, że nie było takiej potrzeby, gdyż Jezus… sam się połamał. Uczynił to w Wieczerniku dając Apostołom swe Ciało do spożycia. To łamanie samego siebie i dzielenie się sobą jest znakiem niesamowitej miłości. Jezus Chrystus wciąż się dla nas „przełamuje”, a w tym „łamaniu” nie traci nic z tego, kim jest. On w każdym – nawet w najmniejszym – przełamanym kawałku eucharystycznego Chleba „daje nam się cały”. Któż poza Nim jest w stanie miłować do tego stopnia. Nikt nie ma większej miłości od miłości Chrystusowej.

     Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za swoich przyjaciół (J 15,13). Czy Jezus się nie pomylił? Czy od miłości wyrażonej przez oddanie życia za swoich przyjaciół nie jest większą taka miłość, w której ktoś oddałby swoje życie za nieprzyjaciół? Przecież sam Jezus przypominał swym uczniom, że mają miłować nie tylko te osoby, które im dobrze życzą, ale też i swych nieprzyjaciół: dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają (Łk 6,27-28). Dlaczego miarą największej miłości jest życie oddane za przyjaciół, a nie oddanie życia za nieprzyjaciół? Czy Jezus nie miał nieprzyjaciół? Miał i to wielu. O wielu osobach przewijających się na kartach Ewangelii można by powiedzieć nie tylko, że byli nieprzyjaciółmi Jezusa, lecz wręcz śmiertelnymi Jego wrogami. Tak. Oni byli wrogami Jezusa, ale nie byli wrogami dla Jezusa. Byli co prawda Jego nieprzyjaciółmi, ale nie byli nieprzyjaciółmi dla Niego. W myśl tej prawdy Jezus niejako nie mógł umrzeć za nieprzyjaciół, bo dla Jezusa wszyscy są przyjaciółmi: wszyscy, nawet Judasz, który w momencie zdrady słyszy Jezusowe: Przyjacielu, po coś przyszedł? (por. Mt 26,50).

     Skoro tak się rzeczy mają, to nie może dziwić, że wiara chrześcijańska uznaje miłość za swą główną zasadę: Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej swojej duszy, ze wszystkich sił swoich (por. Pwp 6,4-5). Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego (por. Kpł 19,18; Mk 12,29-31). Takiej właśnie podwójnej miłości oczekuje się od chrześcijanina. Podwójnej, a właściwie potrójnej, bo aby rzeczywiście kochać Boga z całego swego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił oraz by miłować bliźniego jak siebie samego, trzeba najpierw zaakceptować siebie wraz ze swoją dotychczasową historią życia, i pokochać z całego swego serca, z całej swej duszy, wszystkimi swoimi siłami swoją własną osobę. Nie chodzi tu o egoizm, ale miłość własną właściwie rozumianą, bez której nigdy nie będę potrafił kochać prawdziwie.

     Bóg jest miłością (1 J 4,8).
     Miłości większej, niż sam Bóg, po prostu nie ma.

(c)2018, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin strony: 185811
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem