SŁOWO BOŻE,
piątek, 15 maja 2020 r.

       Jezus powiedział do swoich uczniów: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go prosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,12-17). 

     Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13). Ile razy spoglądam na krzyż, tyle razy przekonuję się, że te słowa Jezusa nie są jakąś „suchą teorią”. Ile razy spoglądam na krzyż, tyle razy mam możliwość przypomnienia sobie, że nikt nie umiłował mnie bardziej i nikt nie kocha mnie bardziej, niż On, Pan, Zbawiciel, Jezus Chrystus. Uświadomienie sobie tej prawdy o maksymalnej miłości Boga do człowieka, stało się źródłem heroicznego umiłowania bliźniego przez św. Maksymiliana Marii Kolbe, kapłana i męczennika, który oddał – całkiem dobrowolnie – swe życie za Franciszka Gajowniczka. Maksymilian oddał swoje życie ze względu na życie ojca rodziny, zawierzył swój więzienny los Panu Bogu ze względu na przyszłe losy żony i dzieci współwięźnia. Wiemy dobrze, że oddanie życia za „przyjaciela” nie było daremne. Dzięki ofiarnej postawie Maksymiliana Marii Kolbe jego ewangeliczny brat i przyjaciel, Franciszek Gajowniczek, nie umarł w obozie jako czterdziestoletni mężczyzna. Najpierw przeżył obóz, a później przeżył kolejne dziesięciolecia już na wolności, ze swą rodziną. Zmarł w 1995 roku, a więc długie 54 lata po śmierci św. ojca Maksymiliana, w wieku 94 lat, pochowany wśród franciszkańskich braci i ojców na miejscowym cmentarzu w Niepokalanowie. Ta heroiczna postawa ojca Maksymiliana wywarła wielki wpływ nie tylko na życie i postawę samego Franciszka Gajowniczka, ale także na życie i postawę innych współwięźniów.

     Max Lucado, w książce zatytułowanej „Pokonaj swojego Goliata” (s. 69-71), opisuje historię Ernesta Gordona, zdrowego, silnego dwudziestolatka ze Szkocji, który dostał się do japońskiej niewoli. Wojna zgotowała mu okrutny los. Jako jeniec wojenny pracował całe miesiące w dżungli jak niewolnik, bity codziennie, powoli umierał z głodu i wyczerpania. Jego ojczyzna była daleko, a on sam tracił powoli wiarę, że ją jeszcze kiedykolwiek zobaczy. Najgorsze jednak było dla niego to, że pośród więźniów coraz bardziej zanikały oznaki człowieczeństwa. Każdego dnia alianccy żołnierze zachowywali się bowiem jak barbarzyńcy: okradali się nawzajem, odbierali co cenniejsze przedmioty umierającym kolegom, bili się między sobą o resztki jedzenia. Ci zaś, którzy rozdawali posiłki, zmniejszali porcje, by mieć więcej dla siebie. Zapanowało prawo dżungli. W takich oto warunkach Ernest Gordon jęczy cicho z bólu w umieralni – w Birmie. W powietrzu unosi się trupi odór. Bezlitosny upał pali mu skórę i zamienia jego krtań w suchy wiór. Ze wszystkich stron dochodzą go jęki konających.

     Któregoś dnia ma jednak miejsce cudowne wydarzenie, kiedy do obozu przybywa dwóch nowych więźniów, w których tli się jeszcze nadzieja. Choć także i oni są słabi i cierpią z powodu chorób, zachowują się, jak przystało na ludzi. Pracują uczciwie, dzielą się swoimi skąpymi racjami żywnościowymi. Ci dwaj ludzie zauważają wrzody na ciele Gordona, opatrują je, rozmasowują mu zanikające mięśnie nóg, a następnie przygotowują dla niego pierwszą od sześciu tygodni kąpiel. Gordonowi powoli wracają siły a wraz z nimi godność. Dobroć tych dwóch nowych więźniów okazuje się być dobrocią pozytywnie „zaraźliwą”. Teraz także Gordon zaczyna opiekować się chorymi i dzielić się swymi porcjami jedzenia z innymi. Daje nawet bardziej potrzebującym kilka osobistych przedmiotów. Wkrótce inni zaczynają czynić podobnie. Nie dziwi fakt, że z czasem relacje między poszczególnymi więźniami zaczynają się poprawiać. W miejscu wcześniejszego egoizmu pojawia się poświęcenie, zaś w miejsce zwątpienia nadzieja i wiara. Uwięzieni zaczynają uczestniczyć w nabożeństwach i wspólnie czytają Biblię. Dwadzieścia lat później Gordon tak opisuje przemianę, jaka w nim wówczas nastąpiła: „Ciągle towarzyszyła nam śmierć, to prawda. Powoli jednak wyzwalaliśmy się z jej niszczycielskiego uścisku. Egoizm, nienawiść, […] pycha, wszystkie te postawy były przeciwne życiu. Natomiast miłość, poświęcenie […] i wiara, wszystkie one były samą esencją życia, darem Pana Boga dla ludzi. I właśnie dlatego śmierć nie miała ostatniego słowa”, bo – jak powiedział kiedyś papież Benedykt XVI – „miłość zwycięża mroki egoizmu i nienawiści”.

     Nie dziwmy się, że świat nas nienawidzi.
     Niech dziwi się świat, że potrafimy miłować.

(c)2018, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin strony: 185905
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem