SŁOWO BOŻE,
poniedziałek, 11 maja 2020 r.

        Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,21-26)

     W usłyszanym wczoraj Słowie Bożym zawarte było pocieszenie Jezusa: Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie (J 14,1). Dzisiaj ten sam Jezus, z którego ust wyszło wczorajsze pocieszenie, dodaje pocieszenie kolejne. Nie jest to jedynie pocieszenie słowne, ale pocieszenie bardzo, ale to bardzo osobowe: Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J 13,34). Chrześcijaństwo jest cudowne. Pocieszenie jest Osobą. Pocieszyciel jest Bogiem. Bóg jest Pocieszycielem.

     Żyjemy już trochę na tym świecie i mniej lub bardziej znamy przesłanie ewangeliczne. Być może jesteśmy nawet w stanie cytować z pamięci wybrane słowa z nauczania Pana Jezusa. Jeśli tak jest, to dobrze, że tak jest, bo przecież miernym byłby chrześcijaninem ten, który nie znałby nauki Jezusa, która jest jednocześnie nauką Kogoś jeszcze: A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca (J 14,24). Prawdą jest, że – jak pisał św. Hieronim – „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Jezusa Chrystusa”, lecz równie prawdziwe jest stwierdzenie, że nieznajomość słów Jezusa Chrystusa jest nieznajomością zamysłu i woli Boga Ojca. Dlatego, im uważniej słuchamy Jezusowych słów, tym lepiej zaczynamy rozumieć logikę Boga – boży zamysł w stosunku do człowieka, bożą miłość, boże miłosierdzie, bożą wolę.

     Znajomość nauki boskiej nie może jednak pozostać znajomością li tylko na poziomie „jakiegoś” poznania, które miałoby być posiadaniem określonej wiedzy o sprawach bożych. Współcześni Jezusowi liczni uczeni w Piśmie czy faryzeusze byli przecież w tym kontekście ludźmi religijnej nauki i religijnej wiedzy, a jednak mimo tego intelektualnego poznawania spraw bożych, nie rozpoznali w stojącym przed nimi Jezusie Chrystusie zapowiedzianego przez proroków Starego Testamentu Mesjasza i – mimo, że poświęcili wiele swego czasu na prowadzenie rozmów, dysput i sporów z Jezusem, nie rozpoznali ani dnia ani godziny swojego nawiedzenia (por. Łk 19,44). To jest lekcja dla mnie: Nawet (moja) najlepsza znajomość nauki bożej nie może (mi) nigdy zastąpić prowadzonego (przeze mnie) autentycznie wewnętrznego życia duchowego. 

Dlatego każdy chrześcijanin bez wyjątku: każdy wierny świecki, każdy lektor, każdy ministrant, każdy szafarz Komunii, każdy diakon, każdy kapłan, każda siostra zakonna, każdy biskup, każdy – nawet najbardziej światły i wyuczony – teolog, winien w obecności Boga, o którym tak dużo i tak często opowiada, pytać samego siebie o to, jakie miejsce Bóg w jego życiu naprawdę znajduje i jak ta cała jego wiedza o Bogu przekłada się na jego osobiste uświęcenie, na jego rzeczywiste uduchowienie i na jego wieczność (oby na jego zbawienie).

     Sama wiedza o Bogu – chociaż ważna na drodze wiary chrześcijanina – nie jest wystarczająca sama w sobie. Tak, jak wiara bez uczynków jest martwa (Jk 2,26), tak wiedza o Bogu bez modlitwy do Boga, na niewiele – albo wprost na nic – się zdaje. Moja wiedza o Bogu nie może więc być wiedzą teoretyczną, z której niewiele by miało wynikać. Wprost przeciwnie, poznawanie przeze mnie Boga winno mnie prowadzić do bardzo praktycznego działania w mojej codzienności, bo – zgodnie ze słowami samego Jezusa – zachowywanie Jego ewangelicznej nauki jest synonimem miłowania: Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje mych słów (J 14,24). Poznanie nauki Boga Ojca dzięki objawieniu Jezusa Chrystusa, Jego Jednorodzonego Syna, dochowywanie jej wierności w zwyczajnej codzienności chrześcijańskiego życia (przez wypowiadane słowa i praktykowane czyny miłosierdzia) jest sprawą nie tylko samego umysłu, rozumu, intelektu człowieka. Poznawanie nauki Boga Ojca dzięki objawieniu Jezusa Chrystusa, Jego Jednorodzonego Syna, dochowywanie jej wierności w codzienności chrześcijańskiego życia w słowach i czynach miłosiernych, jest sprawą duchową. I właśnie dlatego trzeba mi zaangażować w nie całe serce, całe wnętrze, całą duszę. Skoro poznawanie słów Jezusa, zachowywanie Jego słów i wypełnianie ich zależy (w dużej mierze) od jakości mojego duchowego życia i stanu ducha, to trzeba mi wołać jak najczęściej: „Veni, Sancte Spiritus”. Przybądź, Duchu Święty! Nauczaj mnie wszystkiego (J 14,26), przypominaj mi wszystko, co Pan Jezus już mi powiedział (por. J 14,26) i daj mi moc, bym zrobił wszystko, cokolwiek On mówi mi teraz, i cokolwiek powie mi jeszcze w bliższej lub dalszej w przyszłości (por. J 2,5).

     Veni, Sancte Spiritus!
     Przybądź Duchu Święty,
     ześlij z nieba wzięty światła Twego strumień…


(c)2018, Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Liczba odwiedzin strony: 185776
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem